EDK w Łęczycy

16 KWIECIEń 2019
Janusz Szwarocki

W nocy z soboty na niedzielę ponad 100 osób podjęło wyzwanie EDK. Wśród pątników była także młodzież, a nawet dzieci.

Eucharystią, której przewodniczył ks. Roman Sękalski, wierni rozpoczęli całonocną wędrówkę w milczeniu. Podczas Mszy św. wikariusz parafii św. Andrzeja Apostoła zwrócił uwagę na potrzebę obecności Chrystusa w drodze. – Jeśli ktoś z was bierze udział w EDK, bo chce sprawdzić swoje siły, traktuje to jako fizyczne wyzwanie, to niech już wróci do domu. Ta trasa powinna być waszą modlitwą, pragnieniem pójścia za Chrystusem i z Chrystusem. Trzeba mieć odwagę, by iść nocą, w milczeniu, w każdą pogodę, a ta nie będzie was rozpieszczać. Ale większą odwagą jest przyznać się publicznie do wiary, nie wstydzić się pójść z krzyżem. W nocy nikt was nie będzie podziwiał, a jeśli już, to nieliczni, ale Jezus widzi każdego z was, każdy wasz trud i ofiarę. Przeżyjcie tę trasę z modlitwą na ustach – mówił ks. Sękalski.

Na zakończenie ostatnich rad, wskazówek udzielili organizatorzy EDK w Łęczycy – Ryszard Kołodziejczak, Michał Dublak i Michał Wardziński. – Zasady są proste – cisza, milczenie, skupienie, ale też nie zapominajmy o ostrożności. Podczas Mszy przyszła mi taka myśl, z którą być może warto wyruszyć. Kim jestem? Do kogo jestem podobny? Do Jezusa czy może do Piłata? A może Judasza? – mówił M. Dublak.

– Nasza EDK powstała 3 lata temu i to w sumie była decyzja „z góry”. Wcześniej chodziłem z kolegą na „ekstremalne” i planowaliśmy, by jechać na EDK z Jastarni na Hel, ale pewnej nocy obudziłem się i poczułem, że muszę zrobić ją w rodzinnym mieście – mówi pan Ryszard.

Organizatorzy w przygotowanie tras zaangażowani są całym sercem. – Wcześniej wszystko sprawdziliśmy, opisaliśmy, nikomu nic złego się nie stanie. O nic się nie boimy, Duch nad tym dziełem czuwa – przyznali wspólnie.

W tym roku pątnicy do wyboru mieli trzy trasy – „Św. Marii Magdaleny” i „Droga do Emaus” mierzące 44 km oraz drogę „Św. Faustyny Kowalskiej”, w której jedna ze stacji 48-kilometrowej trasy była w sanktuarium w Świnicach Warckich.

Liczba uczestników w każdej z tras była podobna. – Nie ma „lepszej trasy”. Każda jest ważna, wyjątkowa i trudna. Trzeba mierzyć siły na zamiary i zaufać. Skoro tutaj jestem, to nie przez „widzimisię”, tylko Jezus chciał mnie tutaj mieć. On mnie poprowadzi do celu. Może do samego końca, a może tylko do VIII stacji. On wie, gdzie jest mój cel – mówi pani Danuta, mieszkanka Łęczycy.

Pierwsi pątnicy do końcowych stacji dotarli po 8 godzinach wędrówki. – Lepiej nie mogliśmy rozpocząć Wielkiego Tygodnia. Wielkim bólem, wielkim trudem, ale też zrozumieniem sensu męki i zbawienia. Dzięki, Jezu, za Twój krzyż i moje zbawienie – mówi wzruszona uczestniczka EDK.

 

Tekst i zdjęcia dzięki uprzejmości redakcji łowickiej „Gościa Niedzielnego”.
Więcej o wydarzeniu na stronie internetowej Lowicz.gosc.pl