194. Media tak, ale nie media zamiast

17 MARZEC 2011
admin

Czy dziennikarstwo to Pana zawód czy powołanie?

Pewnie i jedno i drugie. Oczywiście z tego zawodu się utrzymuję, zatem w tym świetle jest to mój zawód. Jednak przyznaję, że traktuje to, co robię także w kategoriach powołania. Ja tak na prawdę nie chciałem być dziennikarzem. Poszedłem na studia dziennikarskie i tam się przekonałem, że mógłbym wykonywać każdy zawód na świecie za wyjątkiem dziennikarstwa. Dopiero poprzez kontakt z ludźmi, a przede wszystkim po pracy w Ziemi Świętej doszedłem do wniosku, że kocham ten zawód i że jest ono moim powołaniem.

Pan w sposób szczególny w dziennikarstwie zajmuje się tematyką religijną. Skąd taki wybór?

Stało się to zupełnie przypadkowo (chociaż w życiu podobno przypadków nie ma). Ja zawsze byłem blisko związany z Kościołem. Przez wiele lat byłem ministrantem, lektorem. Siłą rzeczy ta tematyka zawsze mnie interesowała. Jednak jako dziennikarz zaczynałem od tematów społecznych i zagranicznych. Często jeździłem do Brukseli, gdzie zajmowałem się sprawami Unii Europejskiej i na Bliski Wschód. Z czasem w „Tygodniku Powszechnym” zauważono, że przydałoby się wzmocnienie działu religijnego. Na jednym z zebrań redakcyjnym zastanawialiśmy się, jakie tematy mógłby ten dział podejmować. Ja przy tej okazji zacząłem się dość szeroko wypowiadać i po zebraniu redaktor naczelny ks. Adam Boniecki zapytał mnie, czy ja bym się ty działem nie zajął. A że w mediach naczelnemu się nie odmawia, to się zgodziłem. Z czasem ta tematyka coraz bardziej mnie wciągała. Dziś, mówiąc dziennikarskim żargonem tę „działkę” bardzo sobie cenię.

Nierzadko my, klerycy, spotykamy się z opiniami, że media publiczne są przesycone treściami religijnymi. Czy telewizja jest dobrym medium do promowania religii, czy tez może przeciwnie – jest jej za dużo?

Na pewno takie media, jak: radio, prasa czy telewizja, mogą się Kościołowi przysłużyć. Nie ma wątpliwości, że chociażby oddziaływanie Jana Pawła II, to w wielkim stopniu było oddziaływanie poprzez media. Musimy zdawać sobie też sprawę, że wiele pierwiastków sacrum nie jest możliwe do przekazania przez media. Podam prosty przykład – to wspaniałe, że ludzie w niedzielę mogą obejrzeć Mszę świętą w telewizji, a dodam, że te Msze mają rekordowe wyniki oglądalności. Jednak wiadomo, że nic nie zastąpi rzeczywistego uczestnictwa w Eucharystii, a zwłaszcza przyjęcia komunii świętej. Zatem media tak, ale nie media zamiast.

Czy każdy dziennikarz może zajmować się tematyką religijną?

Jest to trudne pytanie, ale pierwsza moja odpowiedź brzmi tak. Znam sporo dziennikarzy niewierzących, np. w Niemczech, którzy piszą świetnie o Kościele. Jest taki niemiecki dziennikarz, Jan Ross. Wydał doskonałą biografie Jana Pawła II, którą w Polsce opublikowało „Centrum Myśli Jana Pawła II”, co też świadczy o jakości tego opracowania. To jest człowiek niewierzący, a genialnie piszący o Kościele. Podam prosty przykład. Jego myśl, człowieka, który nie chodzi do Kościoła, a który ten Kościół chyba dobrze rozumie. Kiedy w Kościele w Niemczech i w USA miały miejsce różne skandale mówił, że problem Kościoła polega na tym, że koncentruje się na skandalach bo one są głośne. Nie poznajemy najpiękniejszej twarzy Kościoła, czyli momentu, kiedy grzesznik klękając u kratek konfesjonału otrzymuje rozgrzeszenie i nigdy tego nie poznamy. Tam nigdy nie znajdzie się dziennikarz, bo nie może tam się znaleźć. Jest to najpiękniejsze oblicze Kościoła, które codziennie objawia się milionom ludzi. Tak piękną myśl wyraził człowiek niewierzący. Bywa jednak tak, że dziennikarze będący daleko od Kościoła nie chcą się tego Kościoła nauczyć. Nie chodzi o to, żeby padali teraz przed Kościołem i pisali o nim pozytywnie, bo nie taka jest rola dziennikarza. Chodzi o to, by zrozumieli, że przy całej swojej słabości i grzeszności, przy całym swoim ułomnym człowieczeństwie, Kościół jest jednak instytucją, która wyrasta ponad ten świat. Są takie sfery działalności Kościoła, do których nie tak łatwo przyłożyć zwykłe miarki z życia świeckiego. Krótki przykład – relacje między zwykłym księdzem a biskupem dziennikarze często opisują jakby to był stosunek między szefem firmy a jego podwładnym. Oczywiście jest to relacja zależności, ale przecież nie tylko. To nie jest dla biskupa zwykły pracownik, jeden z jego księży. Biskup jest jego przełożonym, ale jednocześnie jest ojcem i bratem. Często ma to wpływ na ich relacje. Opisywano skandale seksualne w Kościele amerykańskim. Oczywiście, te konkretne przypadki, w których wykorzystywano dzieci należy z całą mocą napiętnować. Mówił to Jan Paweł II, mówi to Benedykt XVI, nie ma tu żadnych wątpliwości. Jednocześnie jednak nie zapominajmy, że czasem działo się tak, iż ksiądz wyjawiał swój grzech biskupowi podczas spowiedzi. No i co wtedy? Przecież biskup nie pójdzie na policję ani do sądu. Tajemnica spowiedzi jest gwarantem i fundamentem tego sakramentu. Jakby biskupi opowiadali, co słyszą wszem i wobec na spowiedzi, to pewnie każdy z nas by się zastanawiał czy korzystać z sakramentu pokuty. Więc uważam, że o Kościele może pisać każdy, ale też każdy powinien sobie zadać trud, żeby zrozumieć, że jest to sfera inna od świeckich.

Czym dla Pana jest etyka dziennikarska?

Gdybym miał się pokusić o taką przewrotną definicję – to jest to obecnie najczęściej zapominana sfera mojego zawodu. Żyjemy w czasach pogoni za zyskiem. Te czasy są dla mediów bardzo trudne. Coraz częściej nie etyka, a słuchalność danej stacji radiowej, oglądalność programu telewizyjnego czy sprzedaż tytułu prasowego – mają większe znaczenie. Gdybyśmy spojrzeli na media dzisiejsze i te z przed dziesięciu lat, to ich poziom się obniżył.

Czyli jednym słowem – pieniądz?

Tak. Pieniądz, który tak przyciska media, że one pod tym brzemieniem odwracają się od etyki. Jednak to myślenie jest krótkowzroczne, bo w pewnym momencie, jeżeli my dziennikarze zapomnimy o etyce, a zwłaszcza, jeżeli zapomnimy o prawdzie w dziennikarstwie, to w końcu odwrócą się od nas sami odbiorcy. Czasem obserwujemy to w internecie. Jestem wielkim fanem internetu. Można dzięki niemu zrobić wiele dobrych rzeczy, ale coraz częściej słyszę od ludzi – „wiesz, ja już nie sprawdzam tego w internecie, bo to jest taki śmietnik, że już trudno odróżnić, co jest prawdą, a co nie; co jest wartościowe, a co nie”. Po tym pierwszym zachłyśnięciu się internetem zaczyna pojawiać się dystans. Oczywiście internet nadal będzie się rozwijał, ale ludzie stają co raz bardziej krytyczni.

Zbliżamy się do beatyfikacji Jana Pawła II. Jest to niewątpliwie coś bardzo ważnego dla wszystkich Polaków. W jaki sposób media katolickie, tudzież Pan przygotowuje się na to wydarzenie?

Ja już nawet wiem, co będę robił. Podział ról w Telewizji Polskiej nastapił. Ja będę relacjonował dla TVP 1 te wydarzenia, które będą miały miejsce w Krakowie – Łagiewnikach. Dla mnie to wielkie szczęście, bo po pierwsze jestem Krakusem. Tam się urodziłem, wychowałem i wykształciłem. Zanim zaczęło się to wielkie zainteresowanie krakowskimi Łagiewniki, ja tam przyjeżdżałem, kiedy nie było jeszcze sanktuarium, gdy był tam był tam tylko niewielki kościół z czerwonej cegły. Bardzo lubiłem się tam modlić. Jak miałem jakieś życiowe dylematy, to albo jeździłem do Matki Bożej na Piasku, u karmelitów w Krakowie, albo jechałem właśnie do Łagiewnik. Tak, więc cieszę się, że to tam ten dzień spędzę. Czekam jeszcze na program tych wydarzeń. Mam jednak wrażenie, że Łagiewniki staną się centrum tych polskich obchodów beatyfikacji Jana Pawła II. Miałem to wielkie szczęście, że byłem na Placu św. Piotra, kiedy ogłaszano wiadomość o śmierci Papieża Polaka. Brałem udział w jego pogrzebie. Potem byłem obecny na Placu podczas ogłoszenia wyboru nowego Papieża. Dlatego teraz nie mam już potrzeby być w Rzymie, kiedy Jan Paweł II będzie ogłoszony błogosławionym i bardzo się cieszę, że będę mógł to przeżyć właśnie w Krakowie.

Rozmawiali: Łukasz Lesiak (kurs IV) i Tomasz Stępniak (kurs II).

Podobne